wtorek, 30 października 2012

Ona

A u mnie właśnie tak się objawiła :D
i gdy wracałam z wieczornej nasiadówki, śmiała mi się prosto w nos, pełną gębą.
Musiałam się zatrzymać i pstryknąć.


No bo przecież kto to może być jeśli nie Ona?

Do tego

przydała się Chustka, abym zrozumiała, że można pielęgnować Wartości bez zadęcia i nabzdyczenia.

Do kilku innych spraw też.

piątek, 26 października 2012

czyli przerwa

a może koniec, może przeprowadzka, nie wiem jeszcze. Wyczerpała się formuła: nie biegam i do biegania nie wrócę, rak poszedł skutecznie sio, kręcę się wokół tamatów rakowych, ale niezręcznie mi o tym pisać, bo jestem tylko trybikiem, a bohater zbiorowy. Pisenie o Senegalu przekracza moje ambicje.

Pogubiłam się i już nie wiem po co ten blog, o czym i dla kogo. A pisać, żeby pisać, nie dla mnie.

Nie znikam ze sfery. Będę czytać i komentować. No i może się kiedyś odrodzę.
Jak mowią w Senegalu - Baa subaa - do następnego.

czwartek, 25 października 2012

021, czyli już jutro

święto.
W tym roku nawet nie miałam odwagi popatrzeć na naszego baranka.
Coraz gorzej znoszę to święto, chlip.

wtorek, 23 października 2012

019, czyli co?

Dobrze było w podróży. Dolce far niente (czy jak to tam się pisze), śniadanie jedzone w południe, nocne spacery, wino pite na nabrzeżu równoważyły stres związany z prowadzeniem auta.

 
A po powrocie kicha. Zawiodłam się na Bliskim. Boli bardzo. Zaniedbanie. Takiego grzechu Islam nie przewiduje.Termin minął i trach, nie da się. Zniknął mi cel, który sobie obrałam na najbliższe 3 lata.

poniedziałek, 22 października 2012

018, czyli byłam w podróży

właśnie tak - byłam w podróży, a nie podróżowałam.



mój środek transportu był mniej wymagający. Jednak

wtorek, 16 października 2012

bez

zdjęcia.
Bo przeleżałam prawie calusieńki dzień. Zmógł mnie wirus, ktorego muszę jakoś zwalczyć, bo koniec tygodnia będzie bardzo intensywny pracowo. Praca przy "projektach" ma swoje dobre i złe strony, teraz wyłazi ta zła - MUSZĘ być zwarta i gotowa za dwa dni i utrzymać dobrą formę przez co najmniej pięć. Jedziemy na wieś badać kobiety, a to wszystko pod czujnym okiem pani monitorującej. A niedyspozycja się pogłębia.

Jutro wizyta kontrolna u Dra Kocura. Spotykamy się wcześniej, bo mi noga w kostce puchnie. Podumałam, poczytałam. I wcale nie myślę, że to wezły chłonne. To raczej żyła się wkurzyła.

poniedziałek, 15 października 2012

017, czyli co dalej?

Co z kolejną dwudziestolatką?
Zajmować się kwiatami, meblami, podłogą i kotem? No fakt, można jeszcze książki czytać, ale prawda jest taka, że książki najlepiej smakują, gdy czasu na nie brakuje.
baobab szakal
(nie mój)

Może faktycznie szkoła? Stoję przed ważną decyzją...

niedziela, 14 października 2012

016, czyli bim-bam se

w hamaku.

Zmęczył mnie ten tydzień poszukiwań. W niedzielę czas na rodzinne sporty i leżenie do góry brzuchem.
To rano, zanim slońce zacznie zabijać.

W niedzielę obowiązkowa kuchnia. Domowa pizza, sernik, brownies, kapuśniaczki - porcje pomrożone na cały tydzień. Tylko tym szarańcza daje się odwieźć od kupowania szkolnych fast foodów. Najmłodszy wyskrobuje miskę po surowym serniku, oblizuje się łakomie.

Laptop ustawiłam w kuchni na barku i zerkam jednym okiem na pana spadochroniarza. I jakoś nie mogę opędzić się od myśli, że daliśmy się zrobić w, nomen omen, balona. Skok w porze największej oglądalności, fotograf, kamerzysta, gruby pan nadzorujący, wzruszona rodzina. Ale co najważniejsze? Ludzie!!! Pijcie red bula!
A dostaniecie raka
:P

Za dziesięć lat banda nieuków będzie mylić pierwszy lot w kosmos, z pierwszym krokiem na księżycu i pierwszym wypitym w stratosferze red bulem. Nie szkodzi. Bo właśnie o to chodzi.

:( dziwaczeję

sobota, 13 października 2012

015, czyli wstyd narodowy

Jakoś tak się dzieje, że w mijającym tygodniu jest wstyd z powodu wydarzeń, które miały miejsce w moich dwóch ojczyznach.
Co się wydarzyło PL, wszyscy wiemy, co w Senegalu? Voila - wielka zadyma podczas meczu, Senegal - Wybrzeże Kości Słoniowej, o czym nawet w PL napisano. http://www.sport.pl/pilka/1,87772,12667385,PNA__Gole_Drogby_doprowadzily_do_zamieszek.html
Swoistym polonicum jest fakt, iż ów minister studiował w PL.

Średni chciał się wybrać na mecz. Po wizycie latem na stadionie Lecha (gdzie nawet małą ruchawkę widział)


ma dosyć naiwne pojęcie o dynamice tłumu. Tutaj Poznań,
 
Poznań 2012

a tu Dakar.
Dakar 2012

piątek, 12 października 2012

014, może tu?

I wreszcie dostałam zaproszenie na interwju.
Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że moje przyszłe biuro właśnie ulega rozbiórce.


Odczytuję to jako znak z nieba, że w biurze jednak nie powinnam pracować.

czwartek, 11 października 2012

013, czyli nadal szukam

pracy.
Żeby podnieść kwalifikacje, rozważam podjęcie edukacji.

Może tutaj?


A wieczorem znowu nasiadówka. I znów umieram z nudów. To strasznie przegadany naród, zieeeeeeeew.





środa, 10 października 2012

012, czyli samica Alfa

Ja zrobiłam kupę obok kuwety?
To kuweta stoi nie na swoim miejscu.


I znowu się zeszczała obok. Nie ogarniam tego kota.

wtorek, 9 października 2012

011, czyli praca

Wyruszyłam na poczukiwanie pracy. Chodziłam, szukałam jej w zaułkach, przy krawężnikach, na głównych ulicach też. Tak się zmęczyłam tym szukaniem, że gdy już dotarłam do pośredniaka, nie miałam siły prosto zdjęcia zrobić

 
no i musiałam sobie odpocząć za kratkami

poniedziałek, 8 października 2012

oszukane 010 - szpryca

dobry artykul, ech, jaki dobry
dobryhttp://www.sport.pl/sportGW/1,91756,12634700,Lance_Armstrong_startuje__Jak_bedzie_z_nami_oszust_.html

Tym razem oszukuję i wrzucam zdjęcie sprzed półtora roku, kiedy biegałam, kiedy było fajnie, a dzień porządkował rygor i dyscyplina.

niedziela, 7 października 2012

009 - święto

Święto było.
Panie przygotowywały jadzonko z okazji chrztu bratanicy męża.
Było hucznie i smacznie.


I gorąco.

sobota, 6 października 2012

008 - Goree



 

 
Goree jest piękne.
Ty tylko przyczynek. Prawdziwe dzieła sztuki robi Kamila, która na Goree mieszka (no teraz akurat sie urlopuje).

W taki upał nawet wycieczka na magiczną wyspę Goree jest męcząca, wszystko skiwerczy z gorąca. Wrócimy tam zimą.

piątek, 5 października 2012

007 burza

Upał, wilgotność bliska 100%, pogoń za sensem.
W takich okolicznościach trudno o formułowanie dłuższych zdań. Lepszych zdań.
Nie chcąc użalać się nad własnym samopoczuciem (co niniejszym czynię), zmilczę lepiej.

Sfotografowałam burzę. Jeden kadr omsknął mi się na dom, ale reszta to już najprawdziwsza burza.




(Nie powiedziałam, że sfotografowałam pioruny :D )

czwartek, 4 października 2012

006, czyli nuda

Siedzę na nasiadówce w biurze do późnego popołudnia. Biuro dosyć ohydne jest, ale za to widok z okna ładny.



Widok w lewo

Widok w prawo

(a co się stało z 004 i 005, ni mam pojęcia)

środa, 3 października 2012

005, czyli smacznie

Śledzę na fejsie "dietoterapię w onkologii". Pani dietetyk zamieszcza smaczne przepisy, krótkie artykuły o tym jak jeść zdrowo, czego się wystrzegać. Wydawałoby się - nic odkrywczego, ale, jednak, mimo wszystko, każdy wpis jest dla mnie nowym odkryciem.

Jutro na ten przykład (wsteczne wpisy też da sie robić na bloggerze) znalazłam wpis o bakłażanie, którego w Sene mnóstwo, a którego szczerze nie znoszę. Lubię tylko w jednej postaci, postaci pasty, na którą znalazłam tam, byłam, przepis. Mniam.
I że likopen lokopenowi nierówny, też się dowiedziałam jutro. ;)


Jutro też zrobiłam zdjęcie ulubionemu owocu.
Czekam aż dojrzeje.

poniedziałek, 1 października 2012

003, czyli piége à con

nie wiem, czy w języku polskim równie ekspresyjnie można wyrazić tę myśl;
czyli o papierosach.

Siedzę i przeglądam "atlas nikotynizmu" (Atlas du Tabac) - 4 edycja, pierwszy raz wydana po francusku, opublikowana przez American Cancer Society i World Lung Foundation. Dzisiaj w Senegalu odbyła się ceremonia oficjalnego debiutu atlasu w Afryce Zachodniej.



Jako aktywistce "antyrakowej" skapło mi się zaproszenie na ceremonię. Posłuchałam, pojadłam, pogadałam w przerwie. Teraz siedzę, przeglądam z Panem Ha atlas, oczy nam z orbit wychodzą, no bo jak zareagować na takie dane: ponad 80% nastolatków w Polsce wdycha dym papierosowy w domu, 75% studentów medycyny w Polsce pali; brawo, jesteśmy w czołówce światowej. Jesteśmy także trzecim najwiekszym eksporterem papierosów co oznacza, że w znacznym stopniu budżet Polski zależy od produkcji i eksportu, czyli także pośrednio od konsumpcji.

Taa, zaraz usłyszę - moja sprawa czy palę. Otórz nie, nie i nie!!! 1/3 raków spowodowana jest paleniem papierosów. Skoro to Twoja sprawa, jestem za wprowadzeniem indywidualnych składek zdrowotnych, ze specjalną wysoką taryfą dla palaczy; jestem za tym, abyś nie miał prawa uczyć moich dzieci (zły przykład!), żebyś palił te swoje kiepy w jakieś szczelnej ciupie, żebyś...

Wyobraźmy sobie: gdyby nie istaniały papierosy, nie byłoby 1/3 przypadków raka. Jesteśmy doprawdy dużo głupsi od zwierząt.

A co z moją drugą ojczyzna? Co z Afryką?
Przemysł nikotynowy zaczyna tracić teren w krajach zamożnych (no wyjątek to Polska, tutaj tabac trzyma sie bardzo dobrze) więc obraca się w stronę krajów rozwijających się. Papierosy dla ubogich sprzedawane pojedynczo, po dwa, po cztery w ślicznej malutkiej paczce będącej dla biedaka namiastką luksusu (tak, tak, pamięyacie kolorowe opakowania czekolad z RFN? Kto z nas ich nie pożądał?), to tylko początek. Opiszę to kiedyś. A teraz wracam do atlasu. Wam też polecam.