Temat raka osobistego przestał mnie poruszać. Jestem zdrowa i będę i choroba nie wróci, wiem to. Pozostaje temat raka ogolnie. No to czasem coś tam skrobnę. Ale nie ma co ukrywać - brak osobistego zaangażowania znacznie obniża dramaturię. Wieje więc nudą. Trudno. Bardziej niż własny rak interesuje mnie sytuacja na innych rakowych blogach. Zaciskam kciuki cały czas.
Przywoływanie rozmów z Doktorem Kocurem juz nie przystoi, bo zaraz Kocur przestanie być anonimy; za tydzień lub dwa ruszy blog projektowy i na nim Kocur pojawi się jako prof dr A.A.K, więc sami wiecie - nie wypada.
Pozostaje mi bieganie.
W Polsce ciepła wiosenka, pachnie słońcem i bzami. Powiązania między pogodą tam i tu, powodują, że życzę Wam w Bolandzie jak najdłuższej zimy; bo gdy u Was robi się przyjemnie ciepło, u mnie robi się nieznośnie gorąco. Ogłaszam więc otwarcie sezonu mango, komarów i upału. Moskitiery trza wyprać i zamontować nad łóżkami, koce wymienić na cienkie prześcieradła, zimowy odziewek zapakować do następnego sezonu.
Wzrost temperatury i wilgotności przekłada się na konieczność zmiany biegowej logistyki. W środę zaspałam na poranne bieganie. Zamiast o 6 rano poszłam biegać o 9 odpowiednio przygotowana, czyli wysmarowana filtrem 50, z kaszkietem i w okularach. Mimo tego nos mi się przypalił i skóra z niego złazi. Może powinnam nabyć kaszkiet z dłuższym daszkiem, taki, który zakryłby przed słońcem cały mój nos ? zastanawiałam się na głos. Nie ma takich kaszkietów, uczynnie zapewnił mnie pan Ha.
Dzisiaj biegałam 45 minut od 7.30. Wróciłam zmęczona jak pies i odwodniona nieludzko. Wydawało mi się, że połowa wody, która znajdowała się w moim organizmie postanowiła wydostać się przez pory na zewnątrz i znaczyć mój szlak biegowy. Jutrzejsze długie i wolne wybieganie zaczynamy o 6 rano. Zabieram ze sobą pas i dwa bidoniki. Za radą Graziano wsypie odrobinkę soli do wody i zcisnę kapkę cytryny.
A tutaj zagadka. Co to i jak to się po polsku nazywa (pytam, bo sama nie znam polskiej nazwy). Zwyciezca dostanie paczuszkę z owocami baobabu, ale dopiero w październiku.

Co tu sie dzieje, dlaczego edycja sie rozlazi?
Jak sobie tak u Ciebie czytam to mam wielką ochotę wyjechać z tego zadupia czyt.z Polszy, na jakieś inne zadupie, np. takie jak twoje:DDDD pozdrawiam serdecznie:)
OdpowiedzUsuńsapodilla?
OdpowiedzUsuńPodawać adres? :)
lub tak bardziej po polsku pigwica właściwa
OdpowiedzUsuńNie pitol z tym kryzysem :P Pisz , bo Twoje pisanie daje power [pałer] i dawaj dawaj :) :*
OdpowiedzUsuńkot, widzialas czy znalazlas?
OdpowiedzUsuńdawaj adres na haris.ania@gmail.com
my to tu nazywamy sapoti
Ksena, dobra, dobra
LOVE, zamienimy sie na zadupia?
ile nagród będzie przyznanych?
OdpowiedzUsuńHura!W końcu coś wygrałam.Kto wie,może to zapowiedź dobrej passy?Na wszelki wypadek kupiłam los lotto(15 000000 do zgarnięcia!) :)
OdpowiedzUsuńPS
Trochę wiedziałam,trochę musiałam się upewnić.
Oj Aniu pisz te bzdety pisz! Tak dobrze sie Ciebie czyta! Twoje obserwacje kraju w ktorym zyjesz i porownania z Polska sa takie fascynujace i ...zabawne! Pozdrawiam KASIA
OdpowiedzUsuńKryzys nie kryzys...zawsze kiedys mija, więc pisz chociaz bzdety , ale nie znikaj!Jakie wieści od maturzystki? A Twoje zadupie chociaz egzotyczne:))) nasze przaśne i siermięzne..Tam bysmy chociaz nie rozumieli , jakie bzdury pieprzą wkolo! A upal dzis u mnie pewnie taki , jak u Ciebie- na tarasie mam 29 w cieniu! Pozdrawiam cieplo( no moze byc chłodno , jesli to przyjemniej! ) Basia
OdpowiedzUsuńKasiu i Basiu, dziekuje bardzo i gratuluje wytrwalosci, w czytaniu moich dyrdymalow.
OdpowiedzUsuńi pozdrawiam
hm, zadupie egzotycznie, fajnie brzmi; będę sobie tym humor poprawiać