środa, 16 listopada 2011

Zombie



Od miesiąca narzekała i prosiła - mamaaaa, przywieź mi z Polski lateks na sztuczne rany i sztuczna krew. Nie przywiozłam bo nie znalazłam, za to zachęciłam do chałupniczego wyrobu przebrania. Krecenie nosem, dąsy, a potem - eureka! Ileż można zrobić z mąki, kredek do oczu, miodu, polewy czekoladowej, podkładu w płynie, węgla i sama tylko wie z czego. Podczas dwóch tygodni prób (rana na policzku czy na ręce, gnijące rany po obu stronach, czy po jednej) mieszkanie wyglądało jak ...cmentarz. Ale chyba wszyscy przyznają - efekt jest powalający.

6 komentarzy:

  1. przyznaje: jest powalajacy!
    a jakaz to okazja, ze dziecko przywdzialo te gustowna kreacje?

    OdpowiedzUsuń
  2. Efekt genialny!I 'rozkładające się' dziecko pewnie zadowolone :)) An

    OdpowiedzUsuń
  3. jak do filmu....tylko żeby ktoś nie przysłał Ci prokuratora:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. To ja mam jeszcze jeden pomysl.
    Jesli masz dostepna zelatyne to robisz tak:
    na goraca wode wrzucasz lyzeczke zelatyny. Powinien sie z tego zrobic taki placek. Wyciagasz z wody, jak lekko przestygnie nakladasz np na dlon. Powinien sie przykleic.
    Wyglada jak oparzenie. Dodatkowo mozna w niego za pomoca strzykawki wpompowac zabarwiona na czerwono wode.
    Efekt powalajacy.
    Stosowalam kiedys bedac w harcerstwie. Operzenia zawsze robily wrazenie :)
    Kinga

    OdpowiedzUsuń