Mamaaaaaaaa! Czy musisz mnie zostawić?
środa, 20 czerwca 2012
wtorek, 19 czerwca 2012
Dobry dzień
W moim domu piętrzą się kartony z jednorazowymi wziernikami ginekologicznymi, rekawiczkami do badań, o odczynnikach nie wspomnę. Lubię tą atmosfere przygotowań, leko stresik, czy o niczym nie zapomniałam (a potem satysfakcja, że tylko ja o wszystkim pamietałam, hyhy).
Coś za coś. Odreagować trzeba. Ostatni zachód słońca w biurze. Przycinam bugenvilie, które stawiając opór kaleczą mnie. Róże południa. Spuścisz je z oka na miesiąc, zajmą pół fasady.
poniedziałek, 18 czerwca 2012
Zachwyty
ooo
Wzięło nam się na wspomnienia z wakacji zimowych. Było dość ciepło, jak na zimowisko, ale dało się wytrzymać.
W sumie co za różnica, wakacje zimowe, czy letnie, byle mieć powód do zachwytu. Powyżej zachwycił nas wyjątkowej urody baobab i spokój Pana Osiołka. Mam nadzieję, że kiedyś w życiu zachwyci mnie LODOWIEC. A co.
Lecimy za trzy dni. Wiek dojrzały objawia się zamartwicą o byle duperel, więc mnożę zamartwiacze.
Ale wcześniej rozliczam, wyliczam, zamawiam, czekam, kwituję. Ekipa interwencyjna jedzie poza Dakar na cztery dni badań. Żałuję, że mnie z nimi nie będzie, oj żałuję, byłaby fajna relacja. Właściwie to nie wiem, dlaczego nigdy nie pokazałam, co my właściwie robimy. Nie wiążą mnie już żadne zobowiązania wobec Pewnej Fundacji, a takie fajne rzeczy udaje nam się zorganizować. Można się zachwycić.
sobota, 16 czerwca 2012
Strzeżcie się!
Jak mogło! Wzięło i spleśniało! Ono. To pesto!
w lodówce mej.
Ale byłam czujna!. Przeczytałam i wiedziałam. By uważać!
Chyba wariuję już do reszty ;)
w lodówce mej.
Ale byłam czujna!. Przeczytałam i wiedziałam. By uważać!
Chyba wariuję już do reszty ;)
środa, 13 czerwca 2012
piłka i sąsiadka
Slyszałam, że mecz ogladaliście - rzuciła mimochodem sąsiadka.
Kiedy wreszcie coś wygracie? - zapytał mnie sprzedawca w alkoholowym.
Oglądamy, kibicujemy i żałujemy, że nas tam nie ma.
Załapiemy się na półfinały w strefie kibica.
Taką mam nadzieję.
Bo jak nie, to tragedia. Najmłodszy innej opcji nie dopuszcza.
a wracając do sąsiadki - jutro ja ją zagadnę tekstem - słyszałam, że mąż wczoraj próbę pod prądem zrobił.
Mamy nowych sąsiadów. Z Cabo Verde. Ona prowadzi pobliską caboverdyjską przesympatyczną knajpę. On jest muzykiem... Fajni są, ale dzielenie z nimi wspólnej ściany zaczyna być uciażlywe...
Kiedy wreszcie coś wygracie? - zapytał mnie sprzedawca w alkoholowym.
Oglądamy, kibicujemy i żałujemy, że nas tam nie ma.
Załapiemy się na półfinały w strefie kibica.
Taką mam nadzieję.
Bo jak nie, to tragedia. Najmłodszy innej opcji nie dopuszcza.
a wracając do sąsiadki - jutro ja ją zagadnę tekstem - słyszałam, że mąż wczoraj próbę pod prądem zrobił.
Mamy nowych sąsiadów. Z Cabo Verde. Ona prowadzi pobliską caboverdyjską przesympatyczną knajpę. On jest muzykiem... Fajni są, ale dzielenie z nimi wspólnej ściany zaczyna być uciażlywe...
piątek, 8 czerwca 2012
Mesjanizm
Nasza narodowa choroba, także na prywatną mikroskalę. Że choroba była po coś, że to nie przypadek, że tak miało być i że odtąd (i od tego) mam teraz MISJĘ.
Rechoczę złośliwie na samą myśl.
Tak. Wiele dobrego urodziło się przez moją chorobę. Cały ten projekt w Yeumbeul, przebadane juz prawie 3000 kobiet, 7 raków inwazyjnych wykrytych, kilkdziesiąt zabiegów krioterapii, konizacji, już sama nie wiem co tam jeszcze. Gdy wiwaty umilkły, mnie wreszcie nawiedziła ta myśl, która dopada wszystkie kobiety z RSM - że można było tego uniknąć! Że mogłam się badać regularnie, leczyć i żyć swoim nomalnym życiem. Bez wybuchów gorąca, zmian nastrojów, bezsennych nocy i tej... PUSTKI.
Tak proszę państwa. To nie mesjanizm. To przypadek. Zły przypadek.
Rechoczę złośliwie na samą myśl.
Tak. Wiele dobrego urodziło się przez moją chorobę. Cały ten projekt w Yeumbeul, przebadane juz prawie 3000 kobiet, 7 raków inwazyjnych wykrytych, kilkdziesiąt zabiegów krioterapii, konizacji, już sama nie wiem co tam jeszcze. Gdy wiwaty umilkły, mnie wreszcie nawiedziła ta myśl, która dopada wszystkie kobiety z RSM - że można było tego uniknąć! Że mogłam się badać regularnie, leczyć i żyć swoim nomalnym życiem. Bez wybuchów gorąca, zmian nastrojów, bezsennych nocy i tej... PUSTKI.
Tak proszę państwa. To nie mesjanizm. To przypadek. Zły przypadek.
czwartek, 7 czerwca 2012
pieprzone...
Nie wiem jak, kiedy, jak to się stało, że zgubiłam umiejętność celebracji chwili. Tu i teraz zaczęło być bolesne, skażone smutkami z przeszłości i obawami o przyszłośc, uwierające, jak niewygodna kanapa, na której się siedzi bo nie ma sie innej. A przecież to co minęło, nie istnieje już, to co przed nami, jest niewiadomą, jaki jest więc sens w rozpamiętywaniu porażek i przewidywaniu klęsk?
Duszno w głowie, w sercu, nawet żyły ściśniete. Miejsca zbyt mało w środku i na zewnątrz, biadoliłam w duchu, człapiąc po centrum Dakaru krok za krokiem, by nie z przyjemnością, ale dla zasady zaliczyć kilka wystaw Biennale Dak'Art. I trafiłam na to
olśniło mnie. Nie tylko ja tak mam. Innym też duszno
Pieprzone, katolicko-socjalistyczne wychowanie.
Duszno w głowie, w sercu, nawet żyły ściśniete. Miejsca zbyt mało w środku i na zewnątrz, biadoliłam w duchu, człapiąc po centrum Dakaru krok za krokiem, by nie z przyjemnością, ale dla zasady zaliczyć kilka wystaw Biennale Dak'Art. I trafiłam na to
![]() |
| http://lemagazine.jeudepaume.org/blogs/shelleyrice/2012/05/21/dakart-needs-a-new-face-by-rob-peree/ |
Pieprzone, katolicko-socjalistyczne wychowanie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
