| zdjecia z portalu ausenegal |
| ausenegal |
To byla osma edycja polmaratonu nad Lad Rose. Rozowosc byla tym razem w stonowanych, szarawych odcieniach, ale i tak widoki piekne - z jednej strony kopce soli wydobywanej z dna jeziora, z drugiej olbrzymie wydmy oddzielajace jezioro od oceanu. Bieglo mi sie wspaniale. Doszlam do wniosku, ze bieganie po sawannie blisko oceanu sprawia wiele radosci i jest zwyczajnie bardzo przyjemne - podloze idealne, piekne widoki, przyjemnie chlodzacy wiaterek.
Bieg odbywa sie wokol jeziora. 12,5 km to jedno pelne okrazenie, niestety ostatnie dwa i pol kilometra biegnie, a raczej brnie sie, po wydmach. Dwudziestokilometrowcy dobiegaja do wydm, robia nawrot i wracaja na start/mete ta sama droga. Kolezanki namawialy mnie na 20 kilo, twierdzac, ze ostatnie dwa i pol kilometra w krotkim biegu jest trudniejsze niz druga dziesiatka. Kusilo mnie bardzo, bo po dziesieciu czulam nadal moc, ale rozsadek zwyciezyl. Polmaraton nie wczesniej niz w czerwcu.
Bieganie po piachu jest frustrujace. Wiele energii czlowiek wklada, efekt marny. Ja postanowilam, ze 10 kilometrow po sawannie biegne, ostatnie dwa i pol po plazy ide. Ale chodzenie po piachu okazalo sie trudniejsze od biegania. Wycwiczylam, ze trzeba biec drobniutkimi kroczkami, mniej sie czlowiek meczy i szybciej przesuwa do przodu niz w marszu. Kolejna przeszkoda to sprzet - nie mam pojecia w czym sie biega po piachu, na pewno nie w zwyklych biegowkach. Po pieciu minutach mialam w kazdym bucie tak po dwa kilo piasku, co gorsza, efekt sie zrobil taki, jakbym biegla w za malych bucikach. Niewiele sie zastanawiajac zdjelam buty i linie mety przecielam w samych skarpetkach.
Wynikow nie ma sensu podawac, bo Kajmany przygotowujace sie do maratonu w Londynie potraktowaly bieg jako dlugie wybieganie, a nasza piaszczysta dwunastke, przez ostatni odcinek, trzeba raczej zakwalifikowac do crossow. Poprawilam swoj poprzedni wynik i to dosc mocno - nie musialam przeplatac biegu marszem. Ale czy to ma jakis znaczenie?
Wielka radocha byla dla mnie obecnosc rodziny. Maz razem ze Srednia zostali zagonieni do wpisywania czasow, Najmlodszy postanowil biec z nami, mimo mojego wyraznego zakazu. Zebym go nie zgarnela zakamuflowal sie daleko przede mna, obok swojej bylej nauczycielki. Po dwoch kilometrach sily go opuscily i zawrocil. Chwalil sie pozniej siostrze, ze przebiegl polowe, no bo dwa w jedna, dwa w druga to prawie piec czyli prawie polowa. A Srednia polknela bakcyla. Planujemy wspolne treningi na wakacje wielkanocne.
A pozniej byl relaks.



