Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tabaski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tabaski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2011

Baranowo



Mieszkam w Baranowie.

Urodzaj baranów w tym roku spowodował, że tydzień po święcie rżnięcia barana nadal wszędzie ich pełno.



Co do barana swiątecznego z poprzedniego postu - był jaki powinien być i wszystko mial na miejscu.

One takie są i na tym ich urok i smak polega.

niedziela, 6 listopada 2011

Raciczki








Ostatnią noc spędza w garazu.


Odkąd Kociczka nas zaadoptowała, jakoś tak nie cieszę się na Tabaski... Empatia międzygatunkowa.






czwartek, 18 listopada 2010

niefortunne skrety albo zimna sala do rezonansu

Baran podobno był piękny. Biały, łagodny i śliczniutki. Zdjęcia są na komórce, ale skoro kabelka nie mamy, to chętni muszą przylecieć by zerknąć.

A piszę podobno, bo go nie widziałam. Pogięło mnie, spędziłam uroczy dzionek w klinice podpięta do kroplóweczki i dostałam zakaz opuszczania łóżka przez dwa dni. Plecy dokuczały mi coraz mocniej, pojechałam więc do kliniki z nadzieją, że skończy się na jakis zastrzykach. Zaparkowałam na parkingu, zgasiłam silnik, otworzylam drzwi, wysiadając wystawiałam jedną nogę i ... drugiej już nie zdołałam.
W sumie dobrze, że to się stało na parkingu kliniki, a nie na przykład marketu, che che che.

Aha, a  w ubiegłą sobotę zrobiłam dwa rezonansy. Dolnego kregosłupa wykazał dyskopatie, a ten porakowy w miednicy nic nie wykazał, hurrrra, zresztą wiedziałam, że tak bedzie. Widziałam przez szybkę, że pan technik przygladał się obrazowi na monitorze bardzo intensywnie, więc oczywiście nie mogłam sie pohamować i po badaniu pytam - co, niewiele tam znalazles; ani macicy, ani jajników, ale zapewniam - tranwerstytą nie jestem. Moje durne poczucie humoru wlaczyło się jak zawsze w lekkim stresiku. A że jednak sie zacukałam świadczy fakt, że w przebieralni zostawiłam biustonosz. Koleżanka piguła mi go odda na naszej polonijnej imprezce z okazji Szięta Niepodległości.

Swoją drogą to połamało mnie pewnie też przez to badanie. Dwa rezonansy, jeden po drugim to 2 x 35 minut w wymuszonej pozycji z blacha pod ta bolącą czescia i w zimnym pomieszczeniu. No i już więcej nie będę wysiadac z samochodu jak lale na filmach - najpierw jedna nóżka, potem druga. Pamiętajcie - trzeba na siedzeniu skręcić tułów i nogi i wysiąść przodem.


Tabaski to bardzo rodzinne święto. Mieliśmy je spędzić u mamy męża w Mbour, 80 km od Dakaru. Mama męża wszystko przygotowała na nasz przyjazd, dzieciaki poumawiały się na psoty z kuzynostwem. Zadecydowałam więc, że M jedzie z dziecmi beze mnie. I to była dobra decyzja. Rodzinka swiętowała, a ja spędziłam dwa dni w łóżku z Bournem i z tableteczkami lekko zmieniającymi swiadomość. Fajnie było.
A jutro przylatuje Basiangha. Youpii

środa, 17 listopada 2010

Tabaski, godzina "0"

Przed dziesiątą mężczyzni wrócili z meczetu. Dzieci wyprowadziły baranki. Mężczyzni zdjęli swoje odswiętne ubrania, by nie pobrudziła ich bryzgająca krew. Później położyli barana nad wykopanym dołem, do ktorego ściekać ma krew. Krotka modlitwa - Bismillah (w imię Allaha) i jednym mocnym ruchem, bez odrywania noża od ciała barana, przecięli tętnicę szyjną...

Później zdejmuje się skórę, rozbiera mięso na części. Najpierw wątroba i zeberka idą na grill, potem gotuje się mięso, dużo mięsa, wszędzie unosi się ten zapach, co by nie mówić - bardzo smakowity...

Okrutne? Nie. Tradycja nie podlega wartościowaniu uniwersalnemu.







czwartek, 4 listopada 2010

Baran

W miejscach wyeksponowanych, wystawia sie najpiekniejsze okazy. Takie za tysiaka euro i wiecej. Od dziesieciu lat rzne niezmiennie, jak mozna wydac tysiaka euro a potem zjesc go z rodzina w jeden dzien. A maz na to - a te wasze ogiery i klacze za miliony to co innego? No pewnie ze co innego - bo nie do konsumpcji, ale patrzenia. Ale na te najwieksze, najpiekniejsze tez do patrzenia - twierdzi. I badz tu madry.

Marciocha mi podsunela mysl. Moze te najdrozsze i najwieksze maja wyjatkowe... cynaderki?

No dobrze, zdradze - nie mamy jeszcze barana przez, ehem, niechec do rozrzutnosci Ukochanego. Bo teraz drogo. Trzeba targowac. No i w koncu to zwierze; moze zachorowac i zdechnac przed swietem. Moze go ktos ukrasc. Trzeba karmic, sprzatac. No i drogo teraz. Kupuje wiec Najdrozszy w wigilie. Kiedy zostaja juz takie baranie resztki, przyznac trzeba, sredio urodziwe. Mialam juz wiec barana zezowatego, barana z wytrzeszczem oczu, zachrypnietego (wg Basiangi beczal jak Himilsbach; przysiegam - nie poilismy niczym poza woda) i barana paranojaka - bal sie wlasnego cienia.

I jak takie cos ma mnie do nieba zaprowadzic? Wstyd jak nic.

środa, 3 listopada 2010

Bedziemy swietowac

Na dwa tygodnie przed swietem Tabaski (Aid El Kabir), pracownie krawieckie pracuja przez 24 godziny. Wszedzie slychac furkotanie maszyn, a przed pracowniami, zainstalowanymi czesto w garazach, fruwaja kawalki kolorowych materialow. Na swieto kazdy musi miec nowe ubranie. Ja miec nie bede, bo za pozno poszlam do krawca, wszystkie terminy zajete. Jakos przezyje.

Kolejna oznaka, ze swieto tuz tuz, to gwaltowny wzrost populacji baranow w Dakarze. Bo swieto Aid El Kabir upamietnia biblijna ofiare Abrahama - kazdy pan domu musi kupic i zarznac barana. Wszystykie skwerki i trawniki zamieniaja sie wiec w targi barankow. Wyglada to tak


W dniu swieta, wiekszosc z nich zostanie zjedzona. Tradycja.

A dzisiaj swietowalam rocznice rozpoczecia leczenia, czyli pierwszej chemii i pierwszego radio. Dalam sobie w zyle z tej okazji. Nie, nie cisplatynka. Podwojna kawa przed poludniem, a wieczorem koniaczkiem malym.
I przy okazji, jeszcze raz dziekuje wszystkim, ktorzy ze mna przez to przeszli. Byliscie wspaniali!!!