Dostalam dzisiaj bardzo milego maila. Od pewnej emigrantki, ktora moja historia popchnela ku bieganiu. Buty biegowe staly juz w szafie i czekaly od dwoch lat, na taka wlasnie mala inspiracje. Na taki drobiazg, kiedy gdzies cos przeczytamy, gdzies cos zobaczymy, ktos nam cos opowie i ... zaczyna sie dalej samo dziac.
Marta emigratka biega juz od pol roku. Z duzymi sukcesami, skoro zrzucila juz 8 kilo, a za chwile dojdzie do biegu ciaglego na 10 km. Nie mysli jeszcze o zawodach i maratonach, ale to tylko kwesta czasu, jestem o tym przekona.
Marto, bardzo Ci dziekuje za maila. W Twoim bieganiu zasluga moja zadna, tak jak napisalam - przypadek, drobiazdzek. Ale to bardzo mile, ze napisalas, bardzo. Dziekuje Ci raz jeszcze, bo Twoje slowa takze dla mnie sa natchnieniem, bo jakos ostatnio mi sie nie chce i potrzebowalam chyba wlasnie takiego motywatora. Twojego i Poli.
Co do biegowej sprawozdawczosci; odpoczelam sobie trzy dni po przewrotce, dzisiaj musialam wznowic treningi by wyrobic norme nakreslona przez Artura (45 min, 35 min, 50 min) na ten tydzien. Poszlo jako tako, sciegno sie uspokoilo, tylko pod koniec bolala mnie pieta, w miejscu, ktore najbardziej cierpialo podczas forsownego marszu. Podjelam wiec decyzje - rezygnuje z maratonu pieszego, ktory sie odbedzie w Dakarze w najblizsza sobote. Rezygdnuje z duzym smutkiem, ale coz, takie decyzje tez trzeba czasem podjac.