wtorek, 9 listopada 2010

Bissap ziółko

Na skolatane dzisiaj nerwy i palace poczucie wstydu popijam lokalne ziolka. Cha, pisalam, ze to bywa niebezpieczne? Alez ja popijam lokalne ziolka z apteki. Pierwsza paczuszka nazywa sie Aromatyzowany Bissap i jest na bazie hibiskusa, ale nie tego ozdobnego, tylko takiego o miesistych kwiatach:


Hibiscus sabdariffa
Schlodzony, z lodem i z duza iloscia cukru to narodowy napoj Senegalu. Doskonale gasi pragnienie i ma cudowny slodko-kwasny smak.Wspaniale smakuje z dodatkiem miety lub wymieszany z rozpuszczonym w wodzie owocem baobabu i mlekiem - smakowity koktajl. Bissap wzmacnia, oczyszcza, przyspiesza przemiane materii. I wydaje mi sie, ze jest antyoksydantem, chociaz nie szukalam nigdzie potwierdzenia.

Ja popijam na cieplo mieszanke: bissap, mieta, i citronella (trawa cytrynowa, ale ta pierwsza nazwa ladniejsza). Poslodzilam miodem, pycha.

Suchar,

jakby powiedziala moja siostrzenica, siara, albo jak kto woli - dalam czadu.
Rozszlochalam sie na dzisiejszym pobraniu krwi jak ostatnia histeryczka. Pan tradycyjnie mial problemy z wkluciem sie, probowal raz, drugi, potem raczke zmienil, a ja na to w bek. On zaczal przepraszac, myslal biedny, ze sie boje igly, albo co. Po pomoc polecial i za chwile dwie osoby mnie przepraszaly, uspokajaly; cyrk jakis. A ja nie ze strachu, tylko z napiecia sie rozplakalam. Bo wiode sobie normalne, fajne zycie, a tutaj od tych kilku glupich kropelek krwi zalezy, czy ono jutro bedzie wygladac tak samo. Moze inne cele bede miec przez te kropelki? Takie krotkoterminowe i ostateczne - co komu w testamencie.
Siara jednym slowem.
Chyba zmienie ze wstydu laboratorium.

Ale moje, jakze pozalowania godne, zachowanie, ladnie sobie przetlumaczylam. Od trzech dni hormonow nie bralam. Bo sie skonczyly i jakos nie dokupilam. Bylam wiec chwilowo niepoczytalna. Z laboratorium wystrzelilam szybko do apteki, zakupilam zyciodajna estreve w zelu i zaraz po wyjsciu, jak jakis narkoman na glodzie, rozpakowalam pudelko trzesacymi sie raczkami i szybko wtarlam sobie jedna doze w lydke. Po chwili zastanowienia poprawilam druga doza w reke.
Brawo.

A badania robie poltora miesiaca po poprzednich, bo plecy mi nawalaja i bol budzi mnie nad ranem. To pewnie moja dyskopatia sie odnawia przez bieganie i pas biodrowy daje o sobie znac. Ale gdy powiedzialam o tym tak mimochodem doktorkowi Kocurkowi to czujny sie zrobil i kazal krewke zbadac i rezonans trzasnac. Wiec robie. Myslalam, ze dla jego swietego spokoju, ale dzisiejsze przedstawienie pokazuje, ze takze dla mojego. Wyniki czesciowe juz sa, marker poleci do kraju fancuskiego. Te czesciowe sa ok. Wiedzialam, ze tak bedzie, przeciez wiedzialam. Skad wiec ta histeria?

czwartek, 4 listopada 2010

Baran

W miejscach wyeksponowanych, wystawia sie najpiekniejsze okazy. Takie za tysiaka euro i wiecej. Od dziesieciu lat rzne niezmiennie, jak mozna wydac tysiaka euro a potem zjesc go z rodzina w jeden dzien. A maz na to - a te wasze ogiery i klacze za miliony to co innego? No pewnie ze co innego - bo nie do konsumpcji, ale patrzenia. Ale na te najwieksze, najpiekniejsze tez do patrzenia - twierdzi. I badz tu madry.

Marciocha mi podsunela mysl. Moze te najdrozsze i najwieksze maja wyjatkowe... cynaderki?

No dobrze, zdradze - nie mamy jeszcze barana przez, ehem, niechec do rozrzutnosci Ukochanego. Bo teraz drogo. Trzeba targowac. No i w koncu to zwierze; moze zachorowac i zdechnac przed swietem. Moze go ktos ukrasc. Trzeba karmic, sprzatac. No i drogo teraz. Kupuje wiec Najdrozszy w wigilie. Kiedy zostaja juz takie baranie resztki, przyznac trzeba, sredio urodziwe. Mialam juz wiec barana zezowatego, barana z wytrzeszczem oczu, zachrypnietego (wg Basiangi beczal jak Himilsbach; przysiegam - nie poilismy niczym poza woda) i barana paranojaka - bal sie wlasnego cienia.

I jak takie cos ma mnie do nieba zaprowadzic? Wstyd jak nic.

środa, 3 listopada 2010

Bedziemy swietowac

Na dwa tygodnie przed swietem Tabaski (Aid El Kabir), pracownie krawieckie pracuja przez 24 godziny. Wszedzie slychac furkotanie maszyn, a przed pracowniami, zainstalowanymi czesto w garazach, fruwaja kawalki kolorowych materialow. Na swieto kazdy musi miec nowe ubranie. Ja miec nie bede, bo za pozno poszlam do krawca, wszystkie terminy zajete. Jakos przezyje.

Kolejna oznaka, ze swieto tuz tuz, to gwaltowny wzrost populacji baranow w Dakarze. Bo swieto Aid El Kabir upamietnia biblijna ofiare Abrahama - kazdy pan domu musi kupic i zarznac barana. Wszystykie skwerki i trawniki zamieniaja sie wiec w targi barankow. Wyglada to tak


W dniu swieta, wiekszosc z nich zostanie zjedzona. Tradycja.

A dzisiaj swietowalam rocznice rozpoczecia leczenia, czyli pierwszej chemii i pierwszego radio. Dalam sobie w zyle z tej okazji. Nie, nie cisplatynka. Podwojna kawa przed poludniem, a wieczorem koniaczkiem malym.
I przy okazji, jeszcze raz dziekuje wszystkim, ktorzy ze mna przez to przeszli. Byliscie wspaniali!!!

wtorek, 2 listopada 2010

dla Joanny

Dawno mnie tu taka jedna nie odwiedzala.
Wiec by przyciagnac, zalaczam aktualne zdjecia pierdolnika.




z pozdrowieniami

szampanskoje

Zaduszki Srednia swietowala po amerykansku - zdjec ni ma
a samo swieto, po swojemu - na zdjeciu


No bo polskich grobow tu na razie nie ma. Rok temu zanosilo sie, ze bedzie pierwszy moj, ale nic z tego :P:P:P A jutro bedzimy swietowac moja rocznice rozpoczecia leczenia. Dr Kocur dzisiaj sugerowal szampana... Jem z nim jutro kolacje, co prawda w interesach i pewnie juz o dzisiejszych sugestiach zapomni...

wspolczynniki

Zniknęłam.
Trudno mi jest jak kiedyś, zajmować się kilkoma sprawami na raz. Tym bardziej, ze rzeczywistość nogę podstawia wyłączając prąd albo zabierając ligiciele, bo sie ich ważność skończyła.

A zajmowałam sie ostatnio hobbystycznie takimi zestawieniami. Bardzo poruszające.

Zachorowalność
Kraje rozwinięte 9,0; Polska 12,3; Senegal 34,7
Śmiertelność
Kraje rozwinięte 3,2; Polska 6,2; Senegal 25,5

Wg standaryzowanego współczynnika, czyli pokazuje to ilość przypadków na 100 000 kobiet pow 15 roku zycia. Chyba, ze coć pokręciłam...