Nie poinformuje, ze wylaczaja nam prad. Powiem, ze czasami go wlaczaja, jak np dzisiaj miedzy 11 a 15, no i teraz, o 24.
W zwiazku z tym udaje sie w niebyt, pa, pa.
wtorek, 28 września 2010
niedziela, 26 września 2010
Wspomnienia c.d.
Wzielo mnie, nie wiedziec czemu na wspominanie. Planowanie rowniez bardzo intensywnie mi towarzyszy. Mieszajac jedno i drugie, wyszlo mi takie cos.
Niedlugo slonce zakresli kolo. Znajde sie rowno rok, od rozpoczecia leczenia.
Droga Basiangho, czekam na Ciebie. Musimy wrocic do tego miejsca powyzej. I do Dogonow tez musimy.
Niedlugo slonce zakresli kolo. Znajde sie rowno rok, od rozpoczecia leczenia.
Droga Basiangho, czekam na Ciebie. Musimy wrocic do tego miejsca powyzej. I do Dogonow tez musimy.
sobota, 25 września 2010
Wspomnienia
Czesto musze odpowiadac na pytanie, jak to sie stalo, ze zdecydowalam sie leczyc w Senegalu.
Najwazniejszy z powodow brzmial: bo jesli przyjdzie mi zdechnac, to chce obok moich najblizszych - meza i dzieci. Mysl, ze mam ich zostawic na dlugie miesiace albo i na zawsze, byla nie do zniesienia. Zatem gdy tylko pojawila sie mozliwosc leczenia tutaj na miejscu, a bilet do Polski byl juz kupiony, lekarz w Polsce narajony przez niezawodna moja kolezanke, uczepilam sie jej i zostalam.
W ciagu dwoch dni zweryfikowalam dr Kocura i wyczytalam co sie dalo o RSM. Leczenie tego raka jest wlasciwie malo skomplikowane i niewiele sie zmienilo od kilkunastu lat. Operacja + naswietlania. Albo naswietlania + operacja. Mozna to jeszcze poprawic chemia (jak w moim przypadku), wtedy efekt naswietlania mocniejszy i efekty uboczne kur...o mocne.
Leczenie jest ekspresowe. Trzy miesiace i remisja. Jesli calkowita, to super, a jesli czesciowa, to po kilku miesiacach do piachu. W jednym i drugim przypadku wolalabym pozostac z Rodzinka.
Poza tym spedzac zime w Polsce? O nie, dziekuje bardzo.
PS
Czy szanowni czytelnicy nie dostaja krecka od przeskokow tematycznych? Rak, Senegal i bieganie...
Najwazniejszy z powodow brzmial: bo jesli przyjdzie mi zdechnac, to chce obok moich najblizszych - meza i dzieci. Mysl, ze mam ich zostawic na dlugie miesiace albo i na zawsze, byla nie do zniesienia. Zatem gdy tylko pojawila sie mozliwosc leczenia tutaj na miejscu, a bilet do Polski byl juz kupiony, lekarz w Polsce narajony przez niezawodna moja kolezanke, uczepilam sie jej i zostalam.
W ciagu dwoch dni zweryfikowalam dr Kocura i wyczytalam co sie dalo o RSM. Leczenie tego raka jest wlasciwie malo skomplikowane i niewiele sie zmienilo od kilkunastu lat. Operacja + naswietlania. Albo naswietlania + operacja. Mozna to jeszcze poprawic chemia (jak w moim przypadku), wtedy efekt naswietlania mocniejszy i efekty uboczne kur...o mocne.
Leczenie jest ekspresowe. Trzy miesiace i remisja. Jesli calkowita, to super, a jesli czesciowa, to po kilku miesiacach do piachu. W jednym i drugim przypadku wolalabym pozostac z Rodzinka.
Poza tym spedzac zime w Polsce? O nie, dziekuje bardzo.
PS
Czy szanowni czytelnicy nie dostaja krecka od przeskokow tematycznych? Rak, Senegal i bieganie...
Wzmacniam pupcie, wzmacniam nozki
Zabralam sie takze za wzmacnianie nog. Nadal nie moge sie przemoc i usiasc przy tych okropnych silowych maszynach. Instruktor pomogl mi wiec naszkicowac plan cwiczen silowych bez maszyn:
- w lezeniu na plecach, nogi zgiete opieraja sie o podloge – unoszenie tylka (x 24), unoszenie tylka na jednej nodze (2 x 24), zmiana nogi,
- w kleku podpatrym wznoszenie w gore nogi prostej (16), zgietej (16), do boku (16) i na ukos (16), zmiana nogi,
- w kleku podpartym bokiem wznoszenie nogi w bok (16 na kazda noga), to na wzmacnianie „boczkow” moich,
- polprzysiady (20) i cwiercprzysiady (20).
W planach mam jeszcze inne cwiczenia. Na razie to wystarczy.
Podsumowujac moje ostatnie dwa tygodnie, smialo moge powiedziec, ze byly one bardzo sportowe. Cieszy mnie to nie tylko ze wzgledu na rosnaca forme, ale takze „efekt porzadkujacy”, jaki w moje zycie wnosi bieganie. Trzeba sobie zaplanowac, opracowac, wczesnie polozyc sie spac i trzymac sie w miare konsekwentnie wlasnych zamierzen. Lad i porzadek, element nudnawy, ale bardzo porzadany.
- w lezeniu na plecach, nogi zgiete opieraja sie o podloge – unoszenie tylka (x 24), unoszenie tylka na jednej nodze (2 x 24), zmiana nogi,
- w kleku podpatrym wznoszenie w gore nogi prostej (16), zgietej (16), do boku (16) i na ukos (16), zmiana nogi,
- w kleku podpartym bokiem wznoszenie nogi w bok (16 na kazda noga), to na wzmacnianie „boczkow” moich,
- polprzysiady (20) i cwiercprzysiady (20).
W planach mam jeszcze inne cwiczenia. Na razie to wystarczy.
Podsumowujac moje ostatnie dwa tygodnie, smialo moge powiedziec, ze byly one bardzo sportowe. Cieszy mnie to nie tylko ze wzgledu na rosnaca forme, ale takze „efekt porzadkujacy”, jaki w moje zycie wnosi bieganie. Trzeba sobie zaplanowac, opracowac, wczesnie polozyc sie spac i trzymac sie w miare konsekwentnie wlasnych zamierzen. Lad i porzadek, element nudnawy, ale bardzo porzadany.
piątek, 24 września 2010
Rozgrzewka
Podczas minionego tygodnia popracowalam nad rozgrzewka i wzmacnianiem nog i tylka (za rada Hankiskakanki). Przejrzalam co proponuje internet i stworzylam pietnastominutowy rozruch, uwzgledniajac moje potrzeby indywidualne, czyli koniecznosc intensywnego rozruszania i rozgrzania bioder.
Rozgrzewke podzielilam na trzy czesci, dwie pierwsze sa statyczne (w miejscu), trzecia dynamiczna; kazda trwa m.w. piec minut. Prezentuje sie to tak:
I Rozruch ogolny wszystkich czesci ciala, zaczynajac od glowy, tulowia, przez rece, nogi itd. Wzorowalam sie, a wlasciwie to spapugowalam calosc ze starego programu Cindy Crawford, ktory kilkanascie lat temu pomogl mi w dochodzeniu do formy po pierwszym i drugim porodzie. Ten maly wstepniak wlasciwie stal sie dla mnie archetypem rozruchu, moje cialo lubi go, no i nie mam problemow z zapamietaniem sekwencji cwiczen, przez co wykonuje je wlasciwie automatycznie.
II Druga czesc poswiecona nogom. Cwiczenia w miejscu przy drazku albo drzewie – wymachy nog w bok i na wprost (8 razy w kazda strone). Przenoszenie ciezaru ciala w rozkroku z jednej nogi na druga z lekkim poglebianiem (x8), wypady (kazda noga x8), przysiady (x8). Po tym jeszcze raz skrety tulowia (nie za duzo i nie za intensywnie, by nie nie doprowadzic przed treningiem do zwiotczenia tego mojego paska biodrowego).
III Rozgrzewka w biegu. Odcinek ok. 20 metorw, tam i z powrotem z wymachami rak, krokiem dostawnym, wyskokami, skretami. Troche jak to pokazuje Staszewski (krecenie kolanami niezapomniany widok, chle chle), a troche jak nas uczyl nauczyciel wuefu w podstawowce – rozgrzewka przed meczem koszykowi. Odpuszczam sobie sklony w biegu, sa dla mnie zbyt obciazajace odcinek ledzwiowy kregoslupa.
Mysle, ze taka rozgrzewka powinna wystarczyc. Wyprobowalam ja dwa razy przed 25 minutowym biegiem i efekt chyba byl dobry, po biegu i pieciominutowym rozciaganiu moje „boki” nie przypominaly mi o swoim istnieniu, czyli nie bolalo.
Za to wczoraj bolal mnie znow pas biodrowy, pupa i dol plecow. Sama jestem sobie winna - poszlam na step i body jam. Duzo podskokow, sklonow i roznych innych monotonnych ruchow (chociaz sam body jam monotonny nie jest, wrecz przeciwnie, bawie sie podczas tych zajec jak dziecko), za malo rozciagania. I tutaj smutna konkluzja. Powinnam zrezygnowac z „cwiczenia wszystkiego i jak leci”, jesli na prawde mam w kwietniu przebiec 10 kilometrow albo polmaraton. Tylko ze ja tak lubie zajecia z fitnessu. Jest jeszcze jeden powod, dla ktorego bede musiala ograniczyc fitness. Zeby bez uszczerbku na zyciu rodzinnym zmiescic w tygodniu to wszystko co powinnam robic i na co mam ochote, musialabym sama zostac instruktorem :D. Ech, i po cholere czlowiek szedl na studia, zamiast dwadziesia lat temu machnac kurs instruktora. Robilabym teraz to co lubie i byla (jeszcze) szczesliwszym czlowiekiem.
Rozgrzewke podzielilam na trzy czesci, dwie pierwsze sa statyczne (w miejscu), trzecia dynamiczna; kazda trwa m.w. piec minut. Prezentuje sie to tak:
I Rozruch ogolny wszystkich czesci ciala, zaczynajac od glowy, tulowia, przez rece, nogi itd. Wzorowalam sie, a wlasciwie to spapugowalam calosc ze starego programu Cindy Crawford, ktory kilkanascie lat temu pomogl mi w dochodzeniu do formy po pierwszym i drugim porodzie. Ten maly wstepniak wlasciwie stal sie dla mnie archetypem rozruchu, moje cialo lubi go, no i nie mam problemow z zapamietaniem sekwencji cwiczen, przez co wykonuje je wlasciwie automatycznie.
II Druga czesc poswiecona nogom. Cwiczenia w miejscu przy drazku albo drzewie – wymachy nog w bok i na wprost (8 razy w kazda strone). Przenoszenie ciezaru ciala w rozkroku z jednej nogi na druga z lekkim poglebianiem (x8), wypady (kazda noga x8), przysiady (x8). Po tym jeszcze raz skrety tulowia (nie za duzo i nie za intensywnie, by nie nie doprowadzic przed treningiem do zwiotczenia tego mojego paska biodrowego).
III Rozgrzewka w biegu. Odcinek ok. 20 metorw, tam i z powrotem z wymachami rak, krokiem dostawnym, wyskokami, skretami. Troche jak to pokazuje Staszewski (krecenie kolanami niezapomniany widok, chle chle), a troche jak nas uczyl nauczyciel wuefu w podstawowce – rozgrzewka przed meczem koszykowi. Odpuszczam sobie sklony w biegu, sa dla mnie zbyt obciazajace odcinek ledzwiowy kregoslupa.
Mysle, ze taka rozgrzewka powinna wystarczyc. Wyprobowalam ja dwa razy przed 25 minutowym biegiem i efekt chyba byl dobry, po biegu i pieciominutowym rozciaganiu moje „boki” nie przypominaly mi o swoim istnieniu, czyli nie bolalo.
Za to wczoraj bolal mnie znow pas biodrowy, pupa i dol plecow. Sama jestem sobie winna - poszlam na step i body jam. Duzo podskokow, sklonow i roznych innych monotonnych ruchow (chociaz sam body jam monotonny nie jest, wrecz przeciwnie, bawie sie podczas tych zajec jak dziecko), za malo rozciagania. I tutaj smutna konkluzja. Powinnam zrezygnowac z „cwiczenia wszystkiego i jak leci”, jesli na prawde mam w kwietniu przebiec 10 kilometrow albo polmaraton. Tylko ze ja tak lubie zajecia z fitnessu. Jest jeszcze jeden powod, dla ktorego bede musiala ograniczyc fitness. Zeby bez uszczerbku na zyciu rodzinnym zmiescic w tygodniu to wszystko co powinnam robic i na co mam ochote, musialabym sama zostac instruktorem :D. Ech, i po cholere czlowiek szedl na studia, zamiast dwadziesia lat temu machnac kurs instruktora. Robilabym teraz to co lubie i byla (jeszcze) szczesliwszym czlowiekiem.
niedziela, 19 września 2010
Halo
Poplynelismy dzisiaj na wakacyjna wysepke Ngore. Pomoczyc kupry w wodzie. Zastanawialam sie, czy wziac aparat, ostatecznie zrezygnowalam.
I oczywiscie zaluje - Srednia wypatrzyla "tecze wokol slonca" - efekt hallo. Godzine trwal i szydzil ze mnie...
I oczywiscie zaluje - Srednia wypatrzyla "tecze wokol slonca" - efekt hallo. Godzine trwal i szydzil ze mnie...
czwartek, 16 września 2010
Najmlodszy
Doktor Kocur usunal Najmlodszemu nitke. W znieczuleniu miejscowym, a dokladniej psiknawszy psikaczem. Najmlodszy bedzie mial co wspominac, bo odbylo sie to na sali operacyjnej, na ktorej bylam operowana dziewiec miesiecy temu. Pediatra zlekcewazyla sprawe, twierdzac, ze nitka wrosnieta w ciulka nie przeszkodzi mu w przyszlosci dzieci robic. Chyba wszyscy sie zgodza, ze nalezy zmienic pediatre.
Kolezanka zapytala mnie dzisiaj, jak to bylo z mowieniem u moich dzieci, bo jej synek niedlugo dwa lata konczy i wyslawia sie dosc oszczednie. I zaczelam wspominac. Najstarsza zaczela trajkotac wczesnie. W wieku 9 lat przyjechala do Senegalu, zlapala francuski w mig i jest dwujezyczna. Srednia urodzila sie jeszcze w Polsce, osiadla ze mna w Senegalu w wieku dwoch lat. Jako dwulatka mowila calymi zdaniami po polsku i ... mowila ciagle, co mam wrazenie zostalo jej do dzisiaj. Gdy szlam do pracy Srednia zostawala z opiekunka, prosta dziewczyna mowiaca tylko w woolof. No i dziecko w ciagu kilku tygodni zalapalo lokalny jezyk i w wieku niecalych trzech lat robilo mi za tlumacza. W przedszkolu doszedl francuski; to bylo jej za duzo, przestala mowic po polsku, chociaz wszystko rozumiala. Dwa lata pozniej Starsza w przyplywie zazdrosci, ze mlodsza siostra taka lingwistka, powiedziala - pojdziesz do szkoly to Ci jezyk utna, jak bedziesz w woolof mowic. Wiec Srednia porzuciala woolof, wrocila do polskiego. Dzis jest dwujezyczna fr/woolof, po polsku mowi swietnie, lecz nie pisze (moje zaniedbanie).
Za to Najmlodszy, urodzony juz tutaj, przez pierwsze trzy lata prawie wcale nie mowil. A jak juz cos powiedzial, to tylko rodzina mogla go zrozumiec, bo mieszal trzy jezyki.
Zasadnicza roznica miedzy chlopcem a dziewczynkami w kwestii wypowiadania sie?
Pomagalam dzisiaj Najmlodszemu w lekcjach. Zwykle robi to tatus, ja z moim francuskim z bozej laski to im tylko w glowach i zeszytach moge namieszac, no ale tatus ciagle zwiedza poludnie kraju, nie bylo zatem wyjscia. Najmlodszy musial wypelnic ankiete, w ktorej bylo m.in. takie pytanie: po co chodzisz do szkoly. Chodze do szkoly zeby sie uczyc, odpowiedzial. Zachecam go - no ale po co jeszcze - zeby dowiedziec sie wiecej, zeby w przyszlosci zostac inzynierem, lekarzem, stazakiem, zeby poznac swiat, ludzi itd. A on na to - no ale to to samo, wystarczy - zeby sie uczyc.
Tak, dziwne, ale pod moim bokiem wyrasta mistrz krotkiej formy. Jak widac, ONI tak maja od urodzenia.
Kolezanka zapytala mnie dzisiaj, jak to bylo z mowieniem u moich dzieci, bo jej synek niedlugo dwa lata konczy i wyslawia sie dosc oszczednie. I zaczelam wspominac. Najstarsza zaczela trajkotac wczesnie. W wieku 9 lat przyjechala do Senegalu, zlapala francuski w mig i jest dwujezyczna. Srednia urodzila sie jeszcze w Polsce, osiadla ze mna w Senegalu w wieku dwoch lat. Jako dwulatka mowila calymi zdaniami po polsku i ... mowila ciagle, co mam wrazenie zostalo jej do dzisiaj. Gdy szlam do pracy Srednia zostawala z opiekunka, prosta dziewczyna mowiaca tylko w woolof. No i dziecko w ciagu kilku tygodni zalapalo lokalny jezyk i w wieku niecalych trzech lat robilo mi za tlumacza. W przedszkolu doszedl francuski; to bylo jej za duzo, przestala mowic po polsku, chociaz wszystko rozumiala. Dwa lata pozniej Starsza w przyplywie zazdrosci, ze mlodsza siostra taka lingwistka, powiedziala - pojdziesz do szkoly to Ci jezyk utna, jak bedziesz w woolof mowic. Wiec Srednia porzuciala woolof, wrocila do polskiego. Dzis jest dwujezyczna fr/woolof, po polsku mowi swietnie, lecz nie pisze (moje zaniedbanie).
Za to Najmlodszy, urodzony juz tutaj, przez pierwsze trzy lata prawie wcale nie mowil. A jak juz cos powiedzial, to tylko rodzina mogla go zrozumiec, bo mieszal trzy jezyki.
Zasadnicza roznica miedzy chlopcem a dziewczynkami w kwestii wypowiadania sie?
Pomagalam dzisiaj Najmlodszemu w lekcjach. Zwykle robi to tatus, ja z moim francuskim z bozej laski to im tylko w glowach i zeszytach moge namieszac, no ale tatus ciagle zwiedza poludnie kraju, nie bylo zatem wyjscia. Najmlodszy musial wypelnic ankiete, w ktorej bylo m.in. takie pytanie: po co chodzisz do szkoly. Chodze do szkoly zeby sie uczyc, odpowiedzial. Zachecam go - no ale po co jeszcze - zeby dowiedziec sie wiecej, zeby w przyszlosci zostac inzynierem, lekarzem, stazakiem, zeby poznac swiat, ludzi itd. A on na to - no ale to to samo, wystarczy - zeby sie uczyc.
Tak, dziwne, ale pod moim bokiem wyrasta mistrz krotkiej formy. Jak widac, ONI tak maja od urodzenia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
