więc zimno jak licho. Każdy zakłada na siebie co ma. Najczęściej jakieś paskudne tureckie sweterki albo dziwne poncza. Tak, moda zimowa tu nie dociera, po prostu nosi się co tam każdy znajdzie w szafie, byle trochę ciepła dało.
Na wczorajszym bieganiu zauważyłam panią biegającą w ...rękawiczkach. Musiałam się zatrzymać, bo się krztusiłam od śmiechu. 17°C
czwartek, 10 lutego 2011
niedziela, 6 lutego 2011
Bal niedzielny
Dzisiaj świętowaliśmy. Bo niedziela, bo Joaśka, bo według doniesień z Polski Najstarsza nauczyła się jeździć na snowboardzie. Bo wesoło nam było.
Średnia obiecała katechetce, że będzie w 2011 sumiennie msze niedzielne uświęcać swą obecnością ;) więc rankiem zawiozłam ją do kościoła. Słuchałyśmy po drodze tego. Cudo. Uwielbiam. Bawmy się razem.
W kościele wysłuchałyśmy ... ogłoszeń duszpasterskich, bo godziny nam się pokręciły. Katolików mało, msze nie co godzinę jak w Polsce, więc na tym skończyło się świętowanie niedzieli "bo pożemu".
i niańczenie Kici
Po obiedzie zwiedziliśmy bardzo ciekawą wystawę multimedialną Centre de Musiques Noires , pozostałość po Festival Mondial des Arts Negres.http://blackworldfestival.com/wp/accueil/ Arcyciekawa i godna polecenia, gdybyście przypadkiem zawitali w te strony.
Powyżej dzieciaki przy "słupie muzycznym" Miriam Makeby czyli Mamma Africa (a może to był Michael Jackson, nie pamiętam już)
Makeba miała szesnaście lat, gdy doszło do masakry na Placu Soveto. Piękna, wielka wspaniała. Bojowniczka, zaangażowana, bezkompromisowa.
Obok Luis Armstrong, którego uwielbiam, lecz obiektywnie przyznać muszę, że to zupełnie inny klimat - zarzucano mu właśnie brak zaangażowania i powielanie wizerunku jowialnego Czarnego - przewracającego oczyskami i szczerzącego zęby w wielkim uśmiechu.
Koniecznie muszę tam wrócić. Bez dzieciorów. Dwie godziny to stanowczo za mało. To wystawa na której można siedzieć dwa dni. A jeśli chodzi o bieganie, owszem. biegałam w ubiegłym tygodniu zgodnie z planem. W poniedziałek i środę po pół godziny + siłka, w sobotę 40 minut. I tyle.
Średnia obiecała katechetce, że będzie w 2011 sumiennie msze niedzielne uświęcać swą obecnością ;) więc rankiem zawiozłam ją do kościoła. Słuchałyśmy po drodze tego. Cudo. Uwielbiam. Bawmy się razem.
W kościele wysłuchałyśmy ... ogłoszeń duszpasterskich, bo godziny nam się pokręciły. Katolików mało, msze nie co godzinę jak w Polsce, więc na tym skończyło się świętowanie niedzieli "bo pożemu".
Dzieciaki szybko obsmyczyły swoje lekcje i dalej mogły się poświęcać dużo ciekawszym zajęciom, typu składanie skorpiona
i niańczenie Kici
Po obiedzie zwiedziliśmy bardzo ciekawą wystawę multimedialną Centre de Musiques Noires , pozostałość po Festival Mondial des Arts Negres.http://blackworldfestival.com/wp/accueil/ Arcyciekawa i godna polecenia, gdybyście przypadkiem zawitali w te strony.
Powyżej dzieciaki przy "słupie muzycznym" Miriam Makeby czyli Mamma Africa (a może to był Michael Jackson, nie pamiętam już)
Makeba miała szesnaście lat, gdy doszło do masakry na Placu Soveto. Piękna, wielka wspaniała. Bojowniczka, zaangażowana, bezkompromisowa.
Obok Luis Armstrong, którego uwielbiam, lecz obiektywnie przyznać muszę, że to zupełnie inny klimat - zarzucano mu właśnie brak zaangażowania i powielanie wizerunku jowialnego Czarnego - przewracającego oczyskami i szczerzącego zęby w wielkim uśmiechu.
Koniecznie muszę tam wrócić. Bez dzieciorów. Dwie godziny to stanowczo za mało. To wystawa na której można siedzieć dwa dni. A jeśli chodzi o bieganie, owszem. biegałam w ubiegłym tygodniu zgodnie z planem. W poniedziałek i środę po pół godziny + siłka, w sobotę 40 minut. I tyle.
sobota, 5 lutego 2011
Głupole oj głupole
wiedzialam, ze taka chwila nadejdzie
ze jakiś debil wejdzie na moj blog i kretynskie komentarze zacznie zostawiac
podpisujac sie co chwile inaczej
obstawiałam ex
ale teraz myśle, ze to moze kolejna wielka ściema Czarodziejki Oli
A nawet jeśli to nie ona, poczytajcie, jakie głupoty ludziom do głowy przychodzą.
ze jakiś debil wejdzie na moj blog i kretynskie komentarze zacznie zostawiac
podpisujac sie co chwile inaczej
obstawiałam ex
ale teraz myśle, ze to moze kolejna wielka ściema Czarodziejki Oli
A nawet jeśli to nie ona, poczytajcie, jakie głupoty ludziom do głowy przychodzą.
piątek, 4 lutego 2011
I jeszcze o kocie
Gdy patrzę na tę pięknotę, z jakim oddaniem i pietyzmem czyści języczkiem swój koniuszek ogonka, to w kompleks wpadam, że dzisiaj znów nie wyczesałam dokładnie kudłów, tylko kilka razy szczotką i gumką w koński ogon ściągnęłam. O nie zrobionych skórkach przy paznokciach nie wspominając...
środa, 2 lutego 2011
Smutne
Rujki ciąg dalszy.
Patrzę, na tą moją oszalałą koteczkę i tak mi jej żal.
Że se jednak nie pobzyka.....
Patrzę, na tą moją oszalałą koteczkę i tak mi jej żal.
Że se jednak nie pobzyka.....
wtorek, 1 lutego 2011
Motywacja
Mamy od dwóch dni prąd. W miarę regularnie.
Na moje oko, ci na górze za wszelką cenę będą teraz unikać gniewu ludu, stąd ten prąd. Żeby się rzeczywiście jakaś wiosna ludów nie zrobiła, jak obecnie w Magrebie i krajach arabskich.
A niech pogonią kota despotycznym przywódcom.
Chle chle. tak się rechodzę, czytając polskie komentarze. Bo jakoś w Bolandzie trudno dziennikarzynom rozgryźć, o co się tam rozchodzi. Muzułmanie i demokracji chcą? Nieeeeeeeee, to MUSI być coś innego. Na pewno rewolucja islamska. Ratujsiektomoze.
Na moje oko, ci na górze za wszelką cenę będą teraz unikać gniewu ludu, stąd ten prąd. Żeby się rzeczywiście jakaś wiosna ludów nie zrobiła, jak obecnie w Magrebie i krajach arabskich.
A niech pogonią kota despotycznym przywódcom.
Chle chle. tak się rechodzę, czytając polskie komentarze. Bo jakoś w Bolandzie trudno dziennikarzynom rozgryźć, o co się tam rozchodzi. Muzułmanie i demokracji chcą? Nieeeeeeeee, to MUSI być coś innego. Na pewno rewolucja islamska. Ratujsiektomoze.
I szaro i kolorowo
Kociczka dostała rujkę. Pierwszą. I ostatnią, w przyszłym tygodniu jadę ją ciachnąć. A póki co zachowuje się jak, jak, jak nie wiem co. Hormony nią rzucają, próbuje uciec do kocich narzeczonych i drapie moskitiery. Nic z tego, mocne są, druciane.


Ubiegły tydzień był strasznie rozmemłany. Problemy żołądkowe przytrzymały mnie w łóżku do środy i okazały się być amebą. Wczoraj wynik badania (nie chcecie wiedzieć badania czego, w każdym razie praca w labo nie zawsze jest czysta, a już na pewno nie pachnąca) potwierdził. Teraz już pewnie ameba spędzona - metronidazol i antybiotyk podaje się na amebę, gdyby ktoś z Was się wybierał w tropiki. W sumie nic wielkiego, ale za słaba byłam, by biegać lub się gimnastykować. Siedziałam więc w domu, a frustracja i omarudzenie narastały coraz silniej. Inna wieść fizjologiczna, tym razem dobra, raczej dobra, to, że moje bóle miednicowe zdaniem kolegi Kocura, reumatologa, to raczej artroza. W pewnym wieku połowa ludzkości ją ma, problem w tym, że do pewnego wieku mi jeszcze daleko. O tyle nie fajnie, że się cholerstwo szybko rozwinęło, prawdopodobnie po naświetlaniach kobaltem. Leczy się tylko ból, ulgę przynosi ciepło i ćwiczenia. Unikać tycia i... wzmacniać pupę - Haniu, tak jak proponowałaś; kapelusze z głów.
W sobotę pojechaliśmy na rodzinny zjazd do Mbour. Po drodze uchwyciliśmy taki oto przewoźny pierdolnik. Znajdź jeden element nie pasujący (pozornie) do pierdolnika.
Miałam zamiar wreszcie pobiegać w niedzielę, ale sobotnie nocne rozrywki musiałam odespać. Koleżanka zorganizowała wieczór polsko - senegalski, dość wystawny, z kateringiem, kelnerami i didżejem. Były polskie dania prosto z Krakowa, wódeczka (nie tknęłam) rybka Thiof z grilla i wiele innych pyszności. No i muzyka. Wytańczyliśmy się za cały karnawał.
A teraz - uwaga. W Senegalu tańczy się dużo i pięknie. Miejscowe Mballach jest bardzo charakterystyczne i widowiskowe. Senegalczycy lubią swoją tradycje, czyli jedzenie, ubrania, muzykę i taniec. A skoro wieczór polsko - senegalski, tańczyliśmy raz przy senegalskiej salsie, mballach, coupe - decale (to z WKS), a raz przy.... no właśnie - "Prawe do lewego" Kaya i Bregovich - klimaty typowo bałkańskie. Ale się uśmiałam. Senegalska część gości, łącznie z bardzo ważną (ale i bardzo piękną) panią minister stanu, skrupulatnie próbowała podchwycić każdy nasz ruch. A tu kawałek krakowiaczka, dalej pijane podskoki, coś podobne do kankakana. Będą się chwalić potem, ze tańczyli po polsku. Cudnie było.
Biegałam dopiero wczoraj. Nie mam nic do sprawozdania. Uczciwe pięć kilometrów. I to wszystko.
Ubiegły tydzień był strasznie rozmemłany. Problemy żołądkowe przytrzymały mnie w łóżku do środy i okazały się być amebą. Wczoraj wynik badania (nie chcecie wiedzieć badania czego, w każdym razie praca w labo nie zawsze jest czysta, a już na pewno nie pachnąca) potwierdził. Teraz już pewnie ameba spędzona - metronidazol i antybiotyk podaje się na amebę, gdyby ktoś z Was się wybierał w tropiki. W sumie nic wielkiego, ale za słaba byłam, by biegać lub się gimnastykować. Siedziałam więc w domu, a frustracja i omarudzenie narastały coraz silniej. Inna wieść fizjologiczna, tym razem dobra, raczej dobra, to, że moje bóle miednicowe zdaniem kolegi Kocura, reumatologa, to raczej artroza. W pewnym wieku połowa ludzkości ją ma, problem w tym, że do pewnego wieku mi jeszcze daleko. O tyle nie fajnie, że się cholerstwo szybko rozwinęło, prawdopodobnie po naświetlaniach kobaltem. Leczy się tylko ból, ulgę przynosi ciepło i ćwiczenia. Unikać tycia i... wzmacniać pupę - Haniu, tak jak proponowałaś; kapelusze z głów.
W sobotę pojechaliśmy na rodzinny zjazd do Mbour. Po drodze uchwyciliśmy taki oto przewoźny pierdolnik. Znajdź jeden element nie pasujący (pozornie) do pierdolnika.
Miałam zamiar wreszcie pobiegać w niedzielę, ale sobotnie nocne rozrywki musiałam odespać. Koleżanka zorganizowała wieczór polsko - senegalski, dość wystawny, z kateringiem, kelnerami i didżejem. Były polskie dania prosto z Krakowa, wódeczka (nie tknęłam) rybka Thiof z grilla i wiele innych pyszności. No i muzyka. Wytańczyliśmy się za cały karnawał.
A teraz - uwaga. W Senegalu tańczy się dużo i pięknie. Miejscowe Mballach jest bardzo charakterystyczne i widowiskowe. Senegalczycy lubią swoją tradycje, czyli jedzenie, ubrania, muzykę i taniec. A skoro wieczór polsko - senegalski, tańczyliśmy raz przy senegalskiej salsie, mballach, coupe - decale (to z WKS), a raz przy.... no właśnie - "Prawe do lewego" Kaya i Bregovich - klimaty typowo bałkańskie. Ale się uśmiałam. Senegalska część gości, łącznie z bardzo ważną (ale i bardzo piękną) panią minister stanu, skrupulatnie próbowała podchwycić każdy nasz ruch. A tu kawałek krakowiaczka, dalej pijane podskoki, coś podobne do kankakana. Będą się chwalić potem, ze tańczyli po polsku. Cudnie było.
Biegałam dopiero wczoraj. Nie mam nic do sprawozdania. Uczciwe pięć kilometrów. I to wszystko.
Subskrybuj:
Posty (Atom)